Nie, nie naprawię Ci komputera

Zajmuję się szeroko pojętą informatyką i tą bardziej węższą (programowanie) już kilka lat, nigdy nie miałem się za jakiegoś eksperta od niedziałających komputerów, jednak odkąd te na dobre zadomowiły się u moich znajomych i całej rodziny, miałem okazję niejednokrotnie je naprawiać wyżej wymienionym, składać całe zestawy, doradzać, instalować oprogramowanie, odzyskiwać dane, usuwać wirusy, tworzyć sieci domowe i wysłuchiwać jednocześnie wszelkich plotek, kłótni i narzekań w trakcie swojego serwisowego wolontariatu.

Kariera serwisanta

Moja przygoda zaczęła się w czasach systemów Windows 95 i 98, więc można powiedzieć dawno, dawno temu za szeroką rzeką i wysoką górką. Systemy te ze względu na dużą niestabilność, charakteryzowały się koniecznością częstych reinstalacji, do których byłem wzywany zwykle raz na dwa tygodnie czy to do rodziny, czy do znajomych.

Obecnie nowoczesne systemy potrafią obsłużyć większości popularnych urządzeń peryferyjnych, więc nie trzeba instalować dodatkowych sterowników, tylko po to, żeby skorzystać np. z drukarki, jednak w tamtych czasach każdy dodatkowy komponent posiadał osobne sterowniki i największą frajdę zawsze miałem instalując dodatkowe urządzenia po instalacji świeżej kopii systemu operacyjnego.

Zabawa zaczynała się, gdy okazywało się, że nie ma sterowników np. do karty sieciowej, bo oczywiście według właściciela komputera „gdzieś” były, ale w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęły i musiałem tyrać do własnego domu, żeby wyszukać w Internecie sterowniki do tej konkretnej karty sieciowej, a często nowsze wersje sterowników nie chciały współgrać z daną wersją sprzętu i musiałem metodą prób i błędów odnaleźć odpowiednią wersję sterowników. Po czym okazywało się, że nasz znajomy nie miał danych potrzebnych do skonfigurowania sieci i trzeba było dzwonić do dostawców Internetu żeby uzyskać dodatkowe informacje.

Niejednokrotnie takie wizyty przeciągały się niemiłosiernie i zwykła instalacja systemu okazywała się tygodniową walką z brakiem sterowników, brakiem lokatorów akurat w danym dniu lub moim brakiem czasu, po takiej sesji marzyłem tylko, żeby wszystko działało przez co najmniej miesiąc lub chociaż jeden tydzień.

W tych zamierzchłych czasach, większość sterowników była również nagrana na dyskietki, które jak może starsi czytelnicy pamiętają, mają wyjątkową skłonność do uszkadzania się i często zdarzało się, że gdy już prawie wszystko było zainstalowane, wyskakiwał błąd odczytu ze stacji dyskietek i znowu wycieczka do własnego domu i szukanie sterowników w Internecie. Jednym zdaniem – niekończąca się opowieść czy jak kto woli walka ze sterownikowymi wiatrakami.

Prawdziwą rewolucją w mojej „karierze” amatorskiego serwisanta było pojawienie się systemu Windows XP u wszystkich znajomych.

Wiązało się to oczywiście z odnalezieniem kompatybilnych sterowników do ich starszych części komputerowych (bo sami oczywiście potrafią jedynie odpalić gry i obejrzeć filmy, o ile potrafili wcześniej zainstalować odpowiednie kodeki…) i tłumaczenie, że np. producent zaprzestał tworzenia nowych sterowników dla nowego systemu i ich sprzęt po prostu nie będzie działał, czym jak się domyślacie nie wszyscy byli zachwyceni, bo pociągało to za sobą dodatkowe koszty nabycia nowych części.

Wymiana części

Wymiana części komputerowych była (i nadal jest) transakcją wiązaną i kupno nowej karty graficznej na nowej magistrali, wymagało wymiany płyty głównej, to pociągało za sobą wymianę procesora, pamięci RAM itd.

Jeśli już ktoś zdecydował się na taki krok, ja byłem oczywiście tą osobą, która miała udzielić porady, co jest na czasie, co warto kupić, czego unikać, za ile, no i ostatecznie „czy możesz to kupić, damy Ci pieniądze na części?”.

Nie muszę mówić, że zwykle nie byłem na czasie, bo nie śledziłem całego rynku komputerowego i w wolnych chwilach nie składałem w myślach zestawów komputerowych z najnowszych komponentów znając jednocześnie wszystkie ceny, jednak ludzie zawsze zakładali, że skoro zajmuje się informatyką to muszę to wiedzieć, ba, wręcz uważali to za mój informatyczny obowiązek!

Musielibyście zobaczyć ich miny, gdy mówiłem, że się nie znam, jakby chcieli powiedzieć – „to co z ciebie za informatyk?”. Gdy już części były zakupione, kolejnym etapem było oczywiście zamontowanie nowego nabytku, wiązało się to z kolejnymi wizytami, montażem, instalacją sterowników, konfiguracją.

Coś się zepsuło

To najczęstsze hasło jakie słyszałem, oprócz „komputer mi nie działa i coś tam pisze” (lub jest napisane, jeśli jesteś przewrażliwionym filologiem), zwykle przeczytanie komunikatu zaoszczędziłoby wszystkim, łącznie ze mną, kilku godzin życia, jednak bariera językowa jaką stwarza język angielski, zwłaszcza w komunikowaniu błędów technicznych, jest dla niektórych nie do przejścia, a nawet jeśli rozumieją co znaczy dany komunikat, nie są w stanie z nim nic zrobić i zgadnijcie kto jest wzywany na misję ratunkową? Jeśli pomyślałeś „Kapitan Bomba” to wiele się nie pomyliłeś, bo ja byłem wzywany do równie porąbanych przypadków.

Co się zwykle psuło? Wszystko. Dosłownie, od spalonych procesorów, przez uszkodzone karty graficzne, zasilacze, wadliwe moduły pamięci przez kompletnie zaśmiecone do granic możliwości i zawirusowane systemy operacyjne. Nie wszystko już pamiętam dokładnie, jednak kilka przypadków utkwiło mi w głowie.

Magiczna zamiana

Jednym z ciekawszych i do dzisiaj niewyjaśnionych problemów miałem z komputerem mojej kuzynki, który nagle przestał działać i nie chciał się włączyć.

Przyjechałem, zero reakcji po naciśnięciu włącznika, standardowo sprawdziłem kable, odłączyłem wszystkie dodatkowe komponenty, które by mogły powodować problemy, został procesor, pamięć i karta grafiki, no i jak to zwykle bywa – nic.

Po testowej wymianie karty grafiki (po którą oczywiście musiałem pojechać do domu) myślałem, że to już tylko procesor, płyta główna lub zasilacz mają coś wspólnego z tym stanem śmierci klinicznej.

Postanowiłem jednak sprawdzić jeszcze pamięci RAM, wymontowałem dwie kości i nie pamiętam jak to się stało, ale włożyłem je odwrotnie niż były zamontowane i po tej operacji komputer jak gdyby nigdy nic, włączył się bez jakichkolwiek problemów.

Włożenie kości w starym układzie, sprawiło, że komputer nie chciał się włączyć. Nie zastanawiałem się nad tym nigdy zbyt wiele, bo efekt został osiągnięty i sprzęt znowu działał, jednak zacząłem myśleć, że nie wszystko co związane z komputerami musi mieć sens i trzymać się jakichkolwiek logicznych zasad.

Najlepsze w tym wszystkim było to, że sytuacja ta powtarzała się raz na jakieś dwa miesiące i nauczony tym dziwnym doświadczeniem, przyjeżdżałem, przekładałem kości RAM między slotami i komputer znowu działał jak nowy.

Klawiatura, jaka klawiatura?

Kolejny ciekawy przypadek miałem, naprawiając komputer mojego wujka, który zadzwonił do mnie i powiedział, że już mu wszystko tak wolno chodzi, że ciągle mu jakieś błędy wyskakują, a sieć nie działa.

Pomijając to wszystko, przyszedłem do niego do domu, siadam przy klawiaturze i co się okazuje. Połowa klawiszy nie działa, a przynajmniej tych, z których chciałem akurat skorzystać, nie byłem w stanie zmienić ustawień sieciowych, bo nie działały klawisze numeryczne, nie mogłem nic zrobić z linii poleceń, bo po prostu brakowało tych kilku literek, a zabawa w szukanie literek w jakichś plikach tekstowych, kopiowanie i wklejanie mnie nie bawiła.

Trochę mnie zatkało szczerze mówiąc, pytam się jak oni z tego komputera korzystali? A oni, że tylko sobie „na Internecie siedzieli”. Mówię, że mogę tu coś naprawić, jednak pod warunkiem, że będę miał sprawną klawiaturę, po pół godziny wujek wrócił z nową klawiaturą i było już z górki, jednak do dzisiaj jestem pod wrażeniem, że mimo takich niedogodności, nikomu to nie przeszkadzało.

Odkurzacz w dłoń

Co jest największym wrogiem komputerów? Jeśli myślisz, że napalony nastolatek, klikający we wszystkie „kodeki” wyskakujące ze swoich ulubionych stron przyrodniczych, to jesteś w błędzie.

Największym wrogiem komputerów jest kurz. Próbując ustalić przyczyny awarii części komputerowych nie można nie otworzyć obudowy, żeby sprawdzić jak to wszystko w środku wygląda.

Jako niedoświadczony serwisant-amator, popełniałem jeszcze jeden krytyczny błąd, otóż często nie brałem ze sobą podstawowego narzędzia pracy, jakim jest zwykły śrubokręt krzyżakowy i otwieranie obudowy czasami odbywało się sztućcami lub śrubokrętami, które wręcz idealnie nie nadawały się do tego zadania, tak jakby ktoś specjalnie je zaprojektował, żeby sprawić jak najwięcej problemów przy ich użytkowaniu.

Jeśli otwarcie obudowy w końcu jakoś się udało, witał mnie widok całych kłębów kurzu, a czasami nawet pajęczyn. Dotkniecie czegokolwiek powodowało, że kurz zaczął fruwać w powietrzu i po chwili wyglądałem jakbym właśnie wrócił na powierzchnię ze zmiany na kopalni węgla.

Kurzu Ci u nas dostatek

Taki pamiętny przypadek miałem z komputerem mojego przyjaciela, komputer był używany ciągle przez ponad cztery lata, nigdy nie był otwierany i nagle przestał działać.

Dostałem go do domu i pierwsza rzecz, którą zrobiłem to odkurzyłem całe wnętrze, wszystkie sloty na płycie głównej i jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, komputer ponownie zaczął działać.

W innej sprawie, komputer „magicznie” wyłączał się, gdy zostało uruchomione jednocześnie kilka aplikacji, poza tym komputer strasznie głośno chodził, okazało się oczywiście, że wiatrak na procesorze był tak zakurzony, że nie był w stanie utrzymać niskiej temperatury procesora, gdy włączone zostały programy pożerającego jego moc i dzięki blokadzie w BIOS, komputer był automatycznie wyłączany, gdy procesor był już tak nagrzany, że groziło to jego uszkodzeniem.

Podobnych przypadków miałem więcej, czasami wiązało się to także z faktem, że długo używany i zakurzony sprzęt powodował awarię innych komponentów, np. niesprawne i tonące w kurzu zasilacze, potrafiły powodować wyłączenie dysków twardych podczas działania komputera.

Teraz jako doświadczony serwisant, wiem, że 80% przypadków uszkodzonych komputerów można naprawić za pomocą odkurzacza.

Padł mi system

Problemy ze sprzętem często idą w parze z problemami z zainstalowanym systemem operacyjnym oraz dodatkowym oprogramowaniem. Spotkałem wiele osób, które narzekały, że mają chyba dobry sprzęt, a system im chodzi strasznie wolno i czy może by była możliwość, żeby coś zmienić i go troszkę przyśpieszyć.

Kiedyś przyszedłem do mojego kolegi, który właśnie narzekał na prędkość działania swojego komputera i jak tylko zobaczyłem listę uruchomionych aplikacji na traybarze (tam gdzie w Windows jest zegarek), która wypełniała połowę długości monitora, pomyślałem, że nie ma Boga.

Miał tam wszystkie możliwe komunikatory jakie są na rynku, z których oczywiście nie korzystał, trzy zestawy oprogramowania antywirusowego (co trzy antywirusy to nie jeden), wszelkiej maści odtwarzacze multimedialne, jakieś przyśpieszacze wyszukiwania plików, po prostu syf jakiego w życiu nie widziałem.

Sama przeglądarka internetowa miała zainstalowane chyba wszystkie toolbary świata, bo zajmowały 1/3 całego okna. Otworzenie menedżera zadań spowodowało wyświetlenie niekończącej się listy procesów i usług, korzystając z niezawodnego narzędzia Autoruns usunąłem cały ten burdel, miał tam nawet zainstalowane sterowniki i usługi do urządzeń, których pozbył się kilka lat temu, po wywaleniu ponad 50 niepotrzebnych aplikacji, usług, sterowników, komputer o zgrozo, zaczął działać sprawnie i szybko!

Czasami zdarzały się jednak tak dramatyczne sytuacje, jak przykładowo z kompletnie zawirusowanymi systemami Windows, gdzie sprytny malware tak się skutecznie chronił przed usunięciem, że krócej trwało zainstalowanie świeżej kopii systemu.

Instalacja systemu wiązała się zwykle z usunięciem zawartości dysku i częste były sytuacje, w których po usunięciu lub sformatowaniu dysku twardego, ktoś nagle sobie przypominał, że miał tam ważne dokumenty i pliki, o których zapomniał (naturalnie to ja miałem o tym pamiętać!) i byłem oczywiście zmuszony do odzyskiwania czyjejś pracy magisterskiej, plików konfiguracyjnych swojego komunikatora albo zdjęć z wakacji w Kongo.

Instalacja systemu to zwykle był również początek instalacji wszystkich tych aplikacji, które były u danej osoby, a teraz ich nie ma, przerzucanie plików konfiguracyjnych, ustawianie ulubionej tapety, wychodził z tego istny cyrk z całą stertą płyt i nużąco spędzonymi godzinami na otwieraniu i zamykaniu stacji dysków.

Koniec kariery serwisanta

Przez te lata złożyłem, naprawiłem i odratowałem sporą część komputerów, większość tej pracy była robiona za zwykłe dziękuję, czasami ktoś rzucił parę groszy na piwo, jednak w pewnym momencie stwierdziłem, że trzeba z tym skończyć, bo nie można wiecznie wszystkim dookoła robić za jednoosobowy serwis komputerowy i przestałem odbierać telefony, byłem przekonany, że jak odbiorę to będę musiał do kogoś jechać i naprawić kolejny komputer i w 9/10 przypadków było to prawdą.

Po pewnym czasie, chyba większość moich znajomych się zorientowała, że porzuciłem swoje nieoficjalne zajęcie i w końcu dali mi spokój, poza tym, świadomość ludzi odnośnie komputerów znacznie się podniosła i nie potrzebują już informatyka tylko dlatego, żeby zainstalować byle oprogramowanie lub sprzęt.

Wnioski jakie jednak mi się nasuwają są takie, że wielu ludzi nawet nie stara się szukać rozwiązania problemów, choćby wpisując w wyszukiwarkę treść pojawiającego się komunikatu błędu lub nazwę wadliwego sprzętu i co jest jeszcze gorsze, ludzie potrafią z tym żyć, z kompletnie zawirusowanym systemem, zakurzonymi wentylatorami, które chodzą tak głośno jak traktor na roli, nie przeszkadza im, że jakiś program uruchamia się pięć minut, błędy wyskakują co chwilę, albo że system się wyłącza jak uruchomią za dużo aplikacji.

Obecnie od czasu do czasu jestem proszony o pomoc i zwykle nie odmawiam, jednak czasy, w których co kilka dni biegałem ze śrubokrętem i oprogramowaniem naprawczo-diagnostycznym mam już na szczęście za sobą. Ave.

Komentarze (71)

młody

Amiga… to był komputer – nie do zdarcia, ale nie tak jak nasz Marcin el Testosteron (lub jak kto woli el dupa) Najman:

http://www.youtube.com/watch?v=Nc5_Snw0KzQ

Miałem okazję kiedyś wziąć jedną 500ke od fumfla i zgadnijcie w jakim była stanie? Jakby leżała w stodole z 5 lat, zrobiło mi się jej żal, wypucowałem ją aż się błyszczała, naprawiłem stację dysków i oddałem, kumpel był w szoku, wyglądała jak nowa 🙂

Odpowiedz
zuo

A mnie wzruszyla Twoja historia Bartku. Taki z Ciebie mastah a naprawiales kompy jak jakis przydupas. Pionasowato.

Odpowiedz
bartek

Jeśli ty na prośbę o naprawę komputera komuś znajomemu reagujesz w stylu “jestem mastahem, nie mam czasu” to musisz być niezłym twardzielem, albo nie masz znajomych ani rodziny, ja to nawet czasami lubiłem, właśnie ze względu na nietypowe sytuacje, z których potem można było się pośmiać.

Odpowiedz
zuo

Ja nie jestem mastahem. Nie prowadze lit serwisu o sekjuriti. Nie smieje sie z crackmesow esetu i ogolnie sie malo smieje. Tak wiec ja chodze potulnie naprawiac zuomy.

Odpowiedz
oakap

Super historyjka! Jakbym czytał o własnych perypetiach z sąsiadami i rodziną. Niestety okazałem się mniej twardy i dotąd nie potrafiłem odmówić. Dlatego proponuję następny tekst: krótki kurs asertywności wg barta.

Odpowiedz
Tomi

A ja czytajac ta historie, widze siebie 🙂 i tak samo zrezygnowalem z napraw kompow ;P

Odpowiedz
XANi

Heh skąd ja to znam…. ja już od dawna mówię “nie ja sie nie znam na serwisie, jestem informatykiem od czego innego” (co poniekąd jest prawdą, windowsa używam tylko do gier), nie ma sensu robić za darmo dla ludzi których prawie się nie zna (co innego dla kumpla co innego dla dalekiej rodziny którą widzi się 2 razy do roku).
A jak już zaczniesz to uważają Ciebie jako dożywotni serwis ;]
http://theoatmeal.com/comics/computers

Odpowiedz
szuman

moja cierpliwość szybciej się skończyła i nawet dziesięciu cudzych kompów na koncie nie mam 😉 Ale takie naprawianie może być przyjemne, jeśli “klient” trafi się spoko 🙂 Niejedną flachę można obalić i niejedno pełne uwielbienia damskie spojrzenie z niemym “mój bohaterze” można zachować w pamięci 😉

Odpowiedz
krz

Z ciekawszych przypadków to komputer działający wyłącznie w pozycji leżącej, a przyczyną okazał się.. uszkodzony procesor, do czego zresztą dojść należało metodą wielokrotnych prób i równie częstych błędów 🙂

Odpowiedz
Fruit Soup.

Nie, nie naprawię Ci komputera…

Kiedyś przyszedłem do mojego kolegi, który właśnie narzekał na prędkość działania swojego komputera i jak tylko zobaczyłem listę uruchomionych aplikacji na traybarze (tam gdzie w Windows jest zegarek), która wypełniała połowę długości monitora, pomyśla…

Odpowiedz
p0ldek

“świadomość ludzi odnośnie komputerów znacznie się podniosła i nie potrzebują już informatyka tylko dlatego, żeby zainstalować byle oprogramowanie lub sprzęt.”

Niestety ale wg mnie tak nie jest i raczej nie będzie.
Ostatnio matce kumpla tłumaczyłem działanie skypa i uwierzcie nie da rady.

Za młodu jak bylem w sumie dzieciak, ale jak mało który miałem opcykane 486 i późniejsze to rodzice wozili mnie po znajomych oni na piwo czy coś grubszego. a ja do komputera.

Normalnie gościu jak ktoś napisał wyżej, jak bym czytał o swoim życiu. Ale asertywnie powiedziane dość wystarczyło w moim przypadku a jak ktoś mnie nękał to mówiłem że biorę 40 dychy za godzinę. Co prawda miałem tylko kilka przypadków co płacili ale ile się siedziało.

Odpowiedz
Klabon

Matko … jak bym czytał samego siebie … co prawda ja moją karierę naprawczą zacząłem dokładnie z Win98 .. ale to dlatego, ze młody jestem i mam dopiero 16 lat Zawsze wszyscy dookoła się dziwili co taki 10-latek potrafi zrobić mi w komputerze … prędzej mi go popsuje do końca, niż naprawi. A tu zonk ! W tym wieku rozkręciłem i naprawiłem już niejeden komputer i rodzinka miała o mnie (o zgrozo) serwisanta komputerowego. Fakt jest taki, ze dzięki temu naprawdę sporo się nauczyłem. Ciągłe błędy zmuszały do myślenia i rozwiązywania sytuacji. Moja wiedza się poszerzała i teraz uczę się w kierunku informatycznym. Teraz też biegam po rodzinie, ale wiedzą że nie mam dużo czasu (szkołę kończę o 16, a zanim zrobię zadania domowe robi się 19). Ech … pamiętam do dziś mój złom komputerowy, który miał chyba jakieś problemy emocjonalne ze sobą 😛 Dobre były czasy …

Odpowiedz
Kuba

Hej,
Z tymi RAMami to ciekawy przypadek,
Jesteś pewien, że jeśli obróciłeś je ponowinie (czyli 2 razy, czyli jakby powrót do pierwotnego ustawienia – takiw wyjęcie i włożenie) to nie działało.
Miałem ostatnio taki przypadek, i w sumie jak to czytam, to nie sprawdziłem, czy “powrotna zamiana” bedzie działać, ale w tej sytujacji obstawiałbym raczej płytę główną – coś nie styka. Miałem takich kilka akcji, że wystarczyło tylko docisnąć lub odgiąć płytę, bez wyciągania sprzętu, i zaczynało działać. (Czasem po włożeniu jakiejś karty nie widział np połowu RAMu)
Niestety takie rzeczy ciężko stwierdzić na 100%, bo może w czasie testół akurat trafimy na jakiś wyjątek, i wyciągniemy błędne wnioski.

pozdrawiam
Kuba

Odpowiedz
Spawacz

Jakbym czytał o sobie. Piękne czasy z Win95, jak ręcznie, pod dosem, z dyskietki stery do CD’ka wgrywałem.
Cała prawda o ludziach – po prosty sami nie chcą nawet podjąć się samodzielnej analizy prostych problemów. A ich niewiedza jest porażająca. Kiedyś ciotka zapłaciła informatykowi 100zł za format i instalacje Windowsa. Wolała zlecić to jemu bo ma ‘papier’ i jest ‘specjalistą’.

Odpowiedz
adaśko

Dobry tekst! Też się zajmuję od czasu do czasu serwisowaniem komputerów znajomych to wiem do czego człowiek jest zdolny. Przyznam jednak, że ilość toolbarów na zdjęciu z IE miażdży. Ja widziałem wersję o jakieś 60% mniejszą. Najgorsze jest jednak to, że większość ludzi chce, żeby brudną robotę wykonać im za friko. W ogóle nie liczą się z tym, że na naprawę potrzeba czasu i wiedzy. Pozdro

Odpowiedz
zbulwersowany

A tak jak jesteśmy przy temacie serwisantów to szczerze nie polecam serwisów firmy SNIPER i PRIMA KOMP!!!!!!!! w sniper diagnozowali mi usterkę przez 5 dni a miało być w dwa, po czym ściemniali o kosztach naprawy i ze nie mają na stanie matrycy i oddali mi po 5 dniach zepsuty komputer bo się nie wyrobili na czas i powiedzieli że jak chcę sprawny to muszę jeszcze poczekać. Zgarnęli za to 200PLN!!!!!!!! A w PRIMA KOMP wymienili mi matrycę, w domu po podłączeniu dysku okazało się że ma dwie czarne kropki, więc odesłałem na gwarancję, miało być w dwa dni, a czekałem tydzień i dopiero po telefonicznym upomnieniu przysłali wymienioną matrycę, lecz gdy ją odpaliłem w domu okazało się że ma żółte plamy i ciemniejsze podświetlenie w rogach!!!!!!! Nie zależy im na klientach za grosz!!!!!! a warto jeszcze wspomnieć o tym że jedna i druga firma mówi że naprawia wszystko a tak naprawdę to oni współpracują ze sobą i np PRIMA KOMP biorąc kompa z zepsutą grafiką do naprawy odsyła go 2 kilometry dalej do siedziby SNIPER, a nie świadomy tego klient płaci 100 PLN więcej niż by zapłacił idąc do SNIPERA. I odwrotnie, SNIPER nie wymienia matryc tylko zarabiając na 100 PLN dodatkowo odsyła do PRIMA KOMP!!!!! ZMOWA I JESZCZE RAZ ZMOWA PRZECIWKO KLIENTOM!!!!!!

Odpowiedz
Peter Riley

“niejedno pełne uwielbienia damskie spojrzenie z niemym “mój bohaterze” można zachować w pamięci”

Naiwny jesteś…

Odpowiedz
Mariusz

Bardzo ciekawy tekst… Podobnie zaczynałem naprawiając komputery znajomym od czasów Win95, to był dopiero system wymagający cierpliwości i samozaparcia. Teraz mam swój własny serwis i za wykonanie naprawy pobieram profity. Czasem pełny format wraz z instalacja systemu i sterowników zabiera sporo czasu.. A czas to pieniądz. Pozdrawiam wszystkich serwisantów.

Odpowiedz
diabel

Bart, olej zuo i inne głupkowate komentarze. Swoje wiesz :), to kiedy pijemy? 😉

Ja dzisiaj nie przecholowałem 😀

Odpowiedz
spawn666

Chyba wielu z Nas przez to przeszło. U mnie pomogło “biorę 50zł na samo spojrzenie na komputer” :D. Do dziś naprawiam kompy (zawodowo i prywatnie) ale nie bawię się już w szukanie przyczyn “wolnego działania komputera”. Stawiam system na nowo i nie dochodzę co było nie tak. A jak jest ktoś nachalny to mówię że ja już window$a nie pamiętam bo od lat siedzę na linuxie – też pomaga a i trochę prawdy w tym jest.

Co do ciekawych przypadków:
Standardowo – pierwszy komp w życiu, ilość zainstalowanych dem gier jak ilość pozycji w książce telefonicznej, system działa tak że można się pochlastać, a wisienką na szczycie tego tortu były problemy z kartą graficzną (800×600 i 16 kolorów i ani jednego więcej). Nauczony doświadczeniem w skrajnych przypadkach wywaliłem z Menadżera urządzeń kartę i restart kompa i tu ZONK – komp się uruchomił ale nie wypluł niczego na monitor :/ (dodam że system pracował bo można było “po omacku” uruchomić to i owo). Niestety nigdy nie doszedłem co było nie tak. System został postawiony na nowo przez “profesjonalny serwis” choć użytkownik za nic na świecie przy mnie nie chciał się zgodzić na format.

Odpowiedz
Krzysztof

W sumie ciekawy opis ale w jednym miejscu Cię poniosło:
” […] , trzy zestawy oprogramowania antywirusowego (co trzy antywirusy to nie jeden), […] ”

Trzy antywirusy w jednym systemie ?
Dwa zainstalowane antywirusy uwalą system zaraz po instalacji bo widzą się jako zagrożenie więc zainstalowanie trzeciego nie było by możliwe ….
Jak koloryzujesz to z rozwagą bo ktoś to może przeczytać.

[bartek: wow, to sie przejąłem]

Odpowiedz
myst

Ja formatowałem komputer swojej dziewczynie, później chciałem niewinnie zainstalować Windows XP oraz na koniec, jeszcze niewinniej Ubuntu 9. Komputer bootował Win XP bez problemu. Z płyty bootował też ok. Ale nie bootował W OGÓLE instalatora XP z dysku(w drugim etapie instalacji, jak uruchomiony ponownie). Rezultat – straciłem 3 dni i wyszedłem na idiotę. Ale zrobione. Komputer miał uszkodzony dysk SATA… radzę wam NIE NAPRAWIAĆ komputerów które nie są sprawne jeśli nie jest to wasz własny komputer. Mój komputer zawsze na mnie czeka aż go naprawię – a u kogoś głupio… 😉 Tak piszę specjalnie bo 90% zepsutych komputerów ma źle ustawiony soft, uszkodzony system, albo malware. W sumie mi się w życiu zespuł tylko hdd oraz wiatraczek od cpu… 😉 pozdrawiam serwisantów 😀

Odpowiedz
Maju

Jakbym czytał o sobie.
Ja się jeszcze w gimnazjum dałem w robić w informatyka szkolnego i po godzinach (w czasie lekcji też) przesiadywałem w sali informatycznej.
Kawał dobrego artykułu. Uśmiałem się 😉 Zdjęcia z wakacji w kongo,… hah

Odpowiedz
Havret

Świetna historia. Też kiedyś byłem takim naiwniakiem. Całe szczęście w porę zrozumiałem, że szkoda życia, na stawianie windowsa tudzież rozwiązywanie innych “arcytrudnych” problemów z komputerami.

Pozdrawiam,

Havret

Odpowiedz
Krzysiek

Widać drogi autorze, że jakby wspólną przeszłość, bo podobnie jak Ty, swoją karierę w naprawie/składaniu komputerów zacząłem za czasów chwały Windowsa 95.

Pamiętam ten system doskonale…choć wiele zostało już napisane, dodam od siebie, że najbardziej irytowało mnie, gdy po postawieniu systemu sterowniki od dźwięku instalowały się prawidłowo, a grafika nie. Lepiej…jak już udało się postawić grafikę na nogi, dźwięk odchodził w zapomnienie….i tak w koło macieju. Zaznaczam, że internet w tamtych czasach to była abstrakcja.

Miałem też kiedyś interesujący przypadek z płytą główną G******e. Mianowicie, komputer od czasu do czasu nie uruchamiał się…klikając power nie dawał znaków życia. Jakie było rozwiązanie? Żeby uruchomić komputer w takich sytuacjach należało wypinać kostkę zasilającą z płyty…odczekać 5sec i wpiąć (koniecznie w płytę główną – na zewnętrznym kablu zasilającym ta sztuczka nie działała) z powrotem! Tadam! Jak się później dowiedziałem po stronie producenta, była to usterka techniczna nabyta w procesie produkcji 🙂

Jednak nie po to piszę ten komentarz. W odróżnieniu do Ciebie autorze…od dawna za te “usługi” biorę pieniądze. Nie jest to moje główne zajęcie i z pewnością nie jest najukochańsze, ale dopóki mogę sobie zarobić parę groszy (kiedyś za złożenie komputera wartego kilka tyś otrzymałem 500zł, więc warto) nie zamierzam się wycofywać ani tym bardziej żegnać 😉

Pozdrawiam i zacznij brać pieniądze!

Odpowiedz
Andrew

Ja miałem taki przypadek, że ciocia zadzwoniła że jej komputer już tak wolno chodzi i progsy nie działają. Okazało się że na partycji C miała mało miejsca to chciała wyciąć i wkleić folder Program Files na partycje D. xD

Odpowiedz
Tomasz Kowalczyk

Artykuł bardzo prawdziwy, oczywiście ja też robiłem za lokalny serwis, ale teraz na studiach już niewiele osób potrzebuje chyba tego typu usługi – nauczyli się klikać “next” w instalacji Windowsa. ;] Jeśli chodzi o przypadek z RAMem – u mojej dziewczyny miałem bardzo podobny przypadek, tyle, że oprócz zmiany kolejności musiałem wybrać jeszcze odpowiednie sloty, więc miałem trochę kombinowania zanim znalazłem poprawną opcję. Co do odkurzacza – raczej bałbym się go użyć w naprawie komputera, za duże ryzyko pójścia jakiejś iskry, czy czegoś w ten deseń – wolę jednak zanurkować i dmuchnąć. Z kurzem miałem ten sam problem u siebie, pomimo tego, że komputer stoi cały czas z otwartą obudową, to tak się zakurzył, że aż sam się zdziwiłem. Przypadku z trayem na pół ekranu nie miałem, ale było kilka bardzo bliskich przypadków. ;]

Nie jestem przewrażliwionym filologiem, ale “jest napisane”. ;]

Odpowiedz
Rafał

Bingo! Idealny tekst! Zgadzam się z każdym, najdrobniejszym słowem w powyższym tekście. Przechodziłem dokładnie to samo, za zwykłe dziękuję a czasem i nie. Oczywiście na tym interesie wychodziłem do tyłu bo dojazd do kogoś kosztuje. Tak więc paliwo w plecy, godziny a czasami dni w plecy, a na koniec słyszałem “dziękuję” albo i nie .. Rzeczywiście XPek dużo pomógł w temacie. Dalej sporadycznie zdarza mi się coś robić, ale jest to już większa przyjemność bo XP się instaluje sam, praktycznie wszędzie jest internet, a i nie trzeba się głowić ze sterownikami.
Nie rozumiem tylko jednej rzeczy – znajomy jak mi naprawia samochód, woła kasę za robociznę, ja jak mu robię coś przy kompie czy nawigacji, nigdy się nawet nie zapyta ile się należy. Czyżby roboczogodzina mechanika samochodowego była dużo droższa od mojej, kiedy jak rzekomo tylko sobie klikam? ehhh

Odpowiedz
Anonymous

Normalnie jak bym czytał o sobie. Tak jak twoja metoda z odkurzaczem naprawia 80% kompów, tak moja metoda “50zł za godzinę” załatwia 80% problemów.

A jeszcze brakuje w tym wszystkim… “no i Office byś mi nagrał… i jeszcze setkę innych pirackich softów tak ty się znasz na tej czarnej magii taki koleś jak ty na pewno coś takiego załatwi prawda?

Odpowiedz
theta

– cześć, co słychać?
– cześć, komputer się popsuł
– no to pa!

komputery nie psują się tak często jak kiedyś, ale teraz rodzina i znajomi przerzucili się na kupowanie laptopów…

Odpowiedz
dr4cul4

Amen. Plus do tego ostatnio Polski zwyczaj nie pożyczaj. Miałem takiego pięknego kolekcjonerskiego Q3A 🙁

Odpowiedz
Casper

Moja najciekawsza przygoda z napraw komputerowych, była taka że na podstawie objawów opisanych przez użytkownika (młoda kobita) stwierdziłem że nie obejdzie się bez reinstalacji systemu (XP). Umówiłem się że zabiorę za kilka dni kompa do siebie i oddam go jak tylko wykonam robotę. ZAWSZE robię kopie ważnych katalogów (folder użytkownika z Documents and settings, Moje dokumenty, Pulpit, itd) często też robię kopie rejestru.
Zabrałem więc komputer i zabieram się za kopię (system już nie działał więc dobrałem się do niego z innego). I tu szok – nie mogę znaleźć żadnych dokumentów, niewiele jest plików świadczących o pracy na tym kompie. W końcu dzwonię do kobiety, żeby się coś na ten temat dowiedzieć – czy np. nie będę musiał odzyskiwac danych z dysku, itp. Ona mi spokojnie odpowiada, że kiedyś jej już informatyk przeinstalowywał system i straciła wszystkie dane to teraz zgrała wszystko na pendriva i wykasowała.
To jest najdziwniejszy przypadek z jakim się spotkałem.

Odpowiedz
Damian

No cóż mam 20 lat a czuję się jak by ten tekst był o mnie…. a co do tej klawiatury o której pisałeś że nie działała połowa klawiszy to a ciebie pobiję. Kiedyś poszedłem do znajomych i patrzę myszka jest… pytam się gdzie klawiatura a oni pokazują mi urwany kabel od klawiatury:D Moje zdziwienie było ogromne :p

Odpowiedz
krefik

@Peter Riley: e, naprawianie koleżankom komputerów prowadzi nieraz do różnych ciekawych sytuacji, poznania ich koleżanek… wszystko zależy od kontekstu.
Mi się zdarzało (ostatnio rzadziej) robić naprawy sprzętu u znajomych, nigdy nie traktowałem tego zarobkowo – zwyczajnie nudziłoby mnie traktowanie tego jako źródła dochodu, za to reinstalacja systemu i oprogramowania to niezła okazja żeby ze znajomymi wypić flaszkę albo dwie, pogadać… Fakt że tych okazji jest coraz mniej, współczesne systemy coraz częściej działają bez dziwnych kwiatków, chyba że ktoś ściąga HyperSuperSpeedXP+VistaLooks+tonę piratów z kiepskich stron, a jego rutyna pracy w środowisku internetowym to podejrzane strony porno na IE6. Zazwyczaj do konserwacji systemu wystarcza pucha powietrza i śrubokręt raz na jakiś czas. A jeśli ktoś mówi do mnie “tu mi coś wyskoczyło” i ma mniej niż 70 lat, skreślam go z grona znajomych i rodziny.
Z drugiej strony mamy XXI wiek, i dziwi trochę, że do czegokolwiek potrzebne są jeszcze pod Windows płyty ze sterownikami, nie mówiąc o dedykowanych aplikacjach do kart dźwiękowych czy sieciowych…

Odpowiedz
Jaga

Nie będę oryginalna i też napiszę “jakbym o sobie czytała”.

“niejedno pełne uwielbienia damskie spojrzenie z niemym “mój bohaterze” można zachować w pamięci” – czasem samej mi się zdarza 🙂
ale w drugą stronę to za diabła nie działa – ani razu nie zobaczyłam męskiego spojrzenia z przynajmniej szacunkiem za to co zrobiłam – kochani mężczyźni porzućcie czasem swoje ego i uznajcie, że kobieta też potrafi nie tylko używać komputera, ale też w nim pogrzebać z pozytywnym skutkiem 🙂

Odpowiedz
Hubert

Ja do dziś “obsługuję” sporą część rodziny, jednak jestem twardy i zawsze instaluję najpierw darmowego antywirusa, a następnie Firefoksa.

Ostatnio pewna pani w sklepie, widząc firmową kartę kredytową zaczęła pytać “a co może być przyczyną że mam w grze bugi” (tak właśnie powiedziała, “boogie”). Wymamrotałem żeby zaktualizowała sterowniki, system, i grę, a ona “Głupia nie jestem, już raz zaktualizowałam i mi system przestał działać” – no i okazało się że zarówno system operacyjny jak i gra są, jak się wyraziła, “z torentów”.

“Wie Pani, kraść też trzeba umieć” – powiedziałem. Chyba się obraziła.

Odpowiedz
kmieć

Dokładnie – jakbym siebie z przeszłości widział. Osobiście do szału doprowadzało mnie włączanie w win98 zachowania pulpitu jak strona WWW (nie pamiętam nazwy). Działało (działa dalej?) to tak, że na każdą ikonę wystarczy kliknąć raz (bez doubleclicka) – nie da się z tym żyć.

Pozdrawiam wszystkich cyfrowych bojowników!

Odpowiedz
INFO

Kolego “INFORMATYKU” dla twojej wiedzy na przyszłość.

INFORMATYKA to nie komputery. Informatyka to pisanie programów.
Informatyk pisze programy. A Serwisant NAPRAWIA.
Więc SERWISANT to NIE INFORMATYK 🙂

[bartek: dzieki, a teraz wracam do serwisowania kodu w asm]

Odpowiedz
Kaj

Stary jak to czytałem to się zastanawiałem czy przypadkiem o mnie nie piszesz. W pełni Cię rozumiem i współczuje.

Odpowiedz
X

@INFO
Informatyka to znacznie więcej niż “pisanie programów”, tak samo jak matematyka to znacznie więcej niż “liczenie”.
Serwisant to też ogólne pojęcie… co naprawia? samochody? statki?

Odpowiedz
kazik

Stary też to przechodziłem, stara bajka 1 informatyk na wsi, i tak się to kończy, ja zacząłem kasować tylko połowę tego co w serwisie, i tym sposobem mam roboty mniej a kasy tyle samo.

PS dla INFO Informatyk to gość co się zna na kompach i co najmniej 1 w życiu widział Linuksa.

taka prawda a nie jakiś serwisant jak ty piszesz serwisant może być też od lodówki, wiec słowo serwisant pasuje tak samo jak informatyk kolego.

Odpowiedz
krzynio

Hehe skąd ja to znam tyle, że ja ja pamiętam jeszcze system DOS 6.0 oraz Win 3.11 komputery typu XT, 286, 486 .itd, ale do dziś znajomi mi suszą głowę i dalej nie maja najmniejszego zamiaru czegoś się nauczyć we własnym zakresie. Lepiej i łatwiej zadzwonić po kogoś ech……choć nie powiem parę osób przeszkoliłem w zakresie powiedzmy podstaw z obsługi i naprawy i już nie dzwonią od jakiegoś czasu……..:) Pozdrawiam.

Odpowiedz
Riggy

Smutne ale prawdziwe. Również pamiętam czasy leciwego DOSa, Win 3.x, itd. Komputery praktycznie od dziecka były moją pasją i przekułem to w zawód.

Chyba wielu, użyję tutaj tego znienawidzonego przeze mnie słowa – informatyków – zna to z autopsji. Fakt skończenia studiów informatycznych sprawił, że w oczach innych jestem wręcz zobligowany do posiadania wszelakiej tajemnej wiedzy o komputerach 🙂 Do ludzi nie dociera chyba fakt, że z informatykami jest chyba podobnie jak z lekarzami. Dajmy na to, ortopeda, nie wyleczy np. zapalenia płuc 😛 Określenie “informatyk” jest tak szerokie, że głowa mała. Może za szerokie aby ludzie to ogarnęli…

Od pewnego czasu na pytania czy jestem informatykiem odpowiadam, że nie, jestem programistą 🙂 W większości przypadków działa. Podobnie jak stwierdzenie, że na Windows się nie znam, bo nie używam (100% prawdziwe).

Odpowiedz
Onlinemaster

Jestem takim samym mechanikiem-amatorem-pasjonatem od komputerów jak autor, oczywiście skończyłem z tym choć nie do końca, naprawiam czasami kompy ale tylko i wyłącznie kobietkom z nadzieją że któraś żuci tekstem: “kurcze, nie mam aktualnie kasy, czy mogę zapłacić w naturze?” he he he…

Odpowiedz
arcus

jestem samoukiem w bardzo dojrzałym wieku i prace na datorach zaczynałem od win98.Zkazda duperela latałem do serwisu zostawiajac kase .teraz jest inaczej sam robie wszystko i biore sie za awarje u znajomych tylko po to abym mógł sie doszkolic przy obsłudze swojej maszyny.Czyli stawianie systemów.wymiany komponentow i inne duperele nie sa mi obce i gdy je pokonam mam autentyczna satysfakcje z pokonania opornej materii z która nieraz walcze po kilka dni.

Odpowiedz
Sebiczek

Witam!

Dzięki za artykuł! Świetny tekst. Niestety, też miewam od czasu do czasu takie przypadłości, że jak trwoga, coś się wali i pali to …do informatyka, bo on się znać na tym musi. Tak, jestem informatykiem. I rozumiem doskonale co autor tekstu czuje, gdy “molestują” go na temat “jaki komputer będzie dla mnie najlepszy” lub “co najlepiej kupić”….

Ale muszę podzielić się najlepszą historią jaka mi się przydarzyła, bo najśmieszniejszą (do bólu). Mój kolega z Żarek znalazł kiedyś wyrzuconą na ulicy (!) płytę CD, oczywiście nagrywaną i opatrzoną napisem “Windows XP”. I co zrobił? …Wsadził ją do kompa i z niej chciał “Uaktualnić system”… ROTFL… Do dziś mnie to bawi. Sam stan płyty nie pozostawiał cienia wątpliwości, że to się uda 😀

Ach… Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam!!!

Odpowiedz
tpr

Jeszcze win 3.11 meczylem ale malo juz z tego czasu pamietam – wtedy jeszcze raczej psulem niz naprawialem 😉

Piszecie to byly czasy – wcale nie tesknie.
Vista, ktora na poczatku probowalem bronic jednak zniechecila i mnie. mimo, ze 7 juz jest spoko, to jednak linux – naraszcie jestem wolny. goraco polecam, nawet jesli miales doczynienia jeszcze z DOSem i odpalaniem gier z dyskietem nawigujac Total Commanderem. Slowem Microsoft odkad nauczyles sie chodzic (po strukturze dysku twardego), to przesiadka na Ubuntu czy Mint bedzie jak powiew swierzego powietrza.
Z ewentualnymi problemami i tak sobie poradzisz (raczej wielu sie nie spodziewaj).

Do mlodych, ktorzy naprawiaja kompy rodzinie: nie krempujcie sie prosic za to o kase albo jakas inna rekompensate. Przeciez dla takiej osoby, co nie szanuje kompa to najlepsza nauka bedzie 😀 poza tym niech szanuja tez wasz czas. To dobry sposob zeby dorobic do kieszonkowego i wyjsc na ludzi 😉

Moje dwa najzabawniejsze przypadki sa takie:

1) Kiedys zostalem poproszony przez rodzine rodziny (sic!) to pewno i moja byla ale nie wiem napewno 😉 o podlaczenie nowego dysku.
Dysk trzeba bylo skonfigurowac w biosie. Nie bylo autodetect, a bios okazal sie zahaslowany. Domownicy oczywiscie oczy w slup i nikt nic nie wie, znajomy królika jakis robil, to pewno ustawil. Se mysle “no to dupa” i wpisalem: dupa, walac z rezygnacja w enter. A tu Access Grated 😀
Oczywiscie podlaczylem i wszystko dzialalo, a haslo chyba zdjelem, nie pamietam juz. MIalem wtedy ~14lat +/- 1.

2) Druga akcja, to bylo na komisji wojskowej. Stoje na waleta. Mierzą, ważą i slysze w tle rozmowe komisji. Ktoś mówi, że CD-ROM nie działa. To rzucam żartem: ja mogę naprawić. Okazało się że podłapali. Zgarbiony bardzo-niewyraźnie-mówiący Pan za parawanem wyjaśnił mi na ucho, że jak naprawie to dostane odroczenie. CD-ROM byl u Pani Doktor w domu. Nastepnego dnia pojechalem. Nie zepsuty tylko nowy. Nie chcial dzialac bo byly razem z dyskiem oba na master ustawione. Zrobilem, dostalem skierowanie na badania do psychiatry wojskowego, opakowanie po leku ktory “biore” oraz instrukcje co mam powiedziec psychiatrze, aby uznal ze mam Agorafobie.
Jak powiedzleli tak zrobilem. Diagnoza jednoznaczna: ewidetna nerwica. Kategoria B12. Akurat na studia atakowalem – a jakze, informatyczne – wiec polisa na rok byla w razie czego. Chociaz sie nie przydala 😉

Odpowiedz
Izza

Heh – aż się uśmiechnęłam pod nosem. Naprawa sprzętu, reinstalacje softu, etc -aż łezka się kręci w oku:)
Jednak najbardziej mnie wkurzało, że zawsze, ale to zawsze bez wyjątku, kiedy idealnie pomalowałam paznokcie, komuś znajomemu “popsuł” się sprzęt – i tylko wtedy była konieczność rozkręcania, wyciągania części, etc. i lakier na paznokciach zawsze szlag trafił:)
A ludzie przestali przychodzić “po naprawę” jak się wyprowadziłam od rodziców:)

Odpowiedz
pandy warhou

Pamiętam przypadek , jak facio z firmy do mnie zadzwonił (miałem 13 lat) żebym ratował sytuację, bo firma stoi. Pojechałem z ojcem, okazało się że wszystko działa, tylko nie mają polskich znaków w windzie, i nie mogą napisać żadnego pisma. Układ klawiatury przestawiałem w pół sekundy. Dostałem 50 zł 🙂

Odpowiedz
Biter

Pięknie to opisałeś, myślę że takie historie ma każdy co bardziej świadomy “komputerowiec”, punktem bardzo istotnym jest tu powiedzenie “stop, nie mam czasu, zarobiony jestem” 🙂

p.s. faktem tez jest że odkurzanie potrafi czynić cuda, sam tak kiedyś amigową igłówkę do życia przywróciłem kiedy właściciel już ją na śmietnik chciał wyrzucić 🙂

Odpowiedz
Leogict

Heh jakbym czytał o sobie. Z tym, że ja nawet od znajomych pobieram za takie usługi drobną opłatę – a co, za niewiedzę trzeba płacić. 🙂

Odpowiedz
procek

Ja bym z tego nie rezygnował tak łatwo biorąc pod uwagę ile za takie usługi liczą sobie “fachowcy”. Można przecież naprawić komuś komputer w kilka godzin za 50 zł – szału nie ma, ale gdybyś był pod ścianą to i taka kasa dobra…

Odpowiedz
LoDar

Jak komentujący wyżej .Mógłbym o sobie napisać to samo z wyjątkiem tego że ja to robię nadal 😛
P.S. jak ktoś napisał wyżej może być kurs mówienia 😉

Odpowiedz
Krzysiek

Od kilku lat serwisuje kompy i najtrudniej poweidzieć “Nie nie mam czasu uczę się” czy coś i jak ktoś kumaty to spyta ile kosztuje Twój czas 50 zł piechotą nie chodzi . Obecnie jestem informatykiem w dużej państwowej firmie gdzie 70% załogi to Kobiety około 40 . Tutaj dopiero mamy historie np. nie działa pendrive , a pendrive gdzie włożony do karty sieciowej (sprawdzałęm da się 😀 ) albo nie działą pendrive 2 okazuje się że włożony na chama odwrotnie, Częstym przypadkiem jest też zamienienie ps2 myszy i klawiatury jak ktoś rozłączył tudzieź panie majtają nóżkami pod biurkiem i zachaczą jakiś kabelek.

Ale najwięcej krwi mi popsułą kiedyś instalacja Xp w Compaq’u ciągle mi wyskakiwałbłą nie można odczytać płyty 1 próba nagrałem ponownie płytkę 2 próba wymieniłem cd rom 3 próba na drugim kompie płyta pięknie się wczytuje więc zmieniłem hdd, 4 próba wymieniłem kości ram i zadziałało.

Z innych ciekawych przypadków to po podłączeniu streamera hp (na usb) do della 960 ów del nie startuje. Dell zwala na Hp a hp na Della natomaist pod włączeniu kompa wszystko działą normalnie.

W pracy równierz stosuje metode zablokowania dostępu do ikonek i od tej pory nie mam problemu z brakiem możliwości uruchomienia programu, mają je tylko do odczytu i działa 🙂

Pozdrawiam

Odpowiedz
Sylwester

Długo zastanawiałem się jak zacząć, by nie powtarzać tych samych formułek, typu “wszystko się zgadza – tak! to o mnie”, ale w sumie ciężko napisać coś innego. Artykuł już dość leciwy, ostatni komentarz też jakiś czas temu, jednak mam nieodpartą chęć wylania tu swojej historii.
Otóż ja, w przeciwieństwie do autora, lubię naprawiać komputery, składać je, reinstalować system itp. Jak napiszę ile mam lat, to pewnie większość pomyśli, że g*wniarz jestem i g*wno się znam, szczególnie biorąc pod uwagę stereotypy o dzisiejszej młodzieży. Choć z drugiej strony – prawie 25 lat na karku, to już nie dzieciak. W każdym bądź razie swoją przygodę z komputerami zacząłem bardzo wcześnie. Gdy miałem ok. 6 lat, w domu pojawił się komputer (z Pentium 1), jako firmowy sprzęt, ale czasami można było pograć w jakieś gierki. Wgrany był na nim Windows 3.11 (w 95 roku) oraz sporo się korzystało z DOS’a, tudzież Norton Commandera.
W szkole – w klasach 1-3 zapisałem się na kurs z informatyki, bo taki przedmiot był dopiero od 4 klasy. Nauczyłem się wtedy komend DOS’owych oraz podstaw obsługi systemu Windows, a także pakietu Office (chyba w wersji 97 albo 4.0 (Word 6.0)). System we własnym komputerze reinstalowałem znacznie później – ok. 2000-2002r., ale już wcześniej na innym, pozaszkolnym kursie dot. obsługi Office’a, na jednych z zajęć mieliśmy okazję zobaczyć jak się tworzy dyskietkę startową Win98, korzysta z programu FDISK oraz instaluje system. Mogłem więc już wtedy, jako zaledwie 10-12-latek reinstalować z powodzeniem systemy u znajomych i rodziny, robiąc to dość odpowiedzialnie, kopiując dane przed sformatowaniem itp. Pamiętam, że kiedyś nawet przydały mi się komendy DOS’owe i awaryjnie mogłem zrobić backup danych komendą COPY. Było z tym trochę roboty, ale brak było działającego systemu, nawet w trybie awaryjnym, ani tym bardziej brak własnej dyskietki/płyty z programami, czy dostępu do internetu. Później wyszedł WinXP, który sporo ułatwił, bo już nie trzeba było się bawić z dyskietkami i wszystko robiło się prawie samo, jednak wciąż wiele osób miało z tym problemy, a poza tym dla mnie to było proste, więc chętnie wykonywałem takie prace dla rodziny i znajomych. Poza tym sporo osób, w tym również ja, na początku korzystało z Internet Explorera i kilku innych mało bezpiecznych programów, więc format C, raz na miesiąc nie był niczym nadzwyczajnym. Jak już na początku wspominałem – zawsze mnie interesowała informatyka i lubiłem wykonywać te czynności, często nawet bardziej niż granie w gry. Jakby się tak zastanowić, to chyba naprawiłem więcej komputerów niż przeszedłem gier. Z czasem zaczynałem się też interesować sprzętem, kupiłem nowy komputer, miałem też styczność z cudzymi komputerami i zdobywałem z nich wiedzę nt. różnych przypadków, co znów przydawało mi się w przyszłości do diagnozowania kolejnych komputerów, m.in. diagnozowanie uszkodzeń podzespołów takich jak np. dysk, karta graficzna, pamięć RAM, płyta główna, procesor. Lata mijały, a ja wciąż zajmowałem się tym samym i zajmuję się tym do dziś. Nawet teraz mam w pokoju kilka komputerów w częściach. Co do zapłaty za usługę – wiadomo, każdy zwracał się z tym do mnie, bo nie musieli mi płacić tyle, ile by musieli zapłacić w sklepie/serwisie komputerowym. Ja zazwyczaj się sam nie upominałem o zapłatę, bo dla mnie to była przyjemność i zazwyczaj nie musiałem się zbytnio narobić (jak już wiedziałem co i jak), poza tym często było tak, jak ktoś tu już wyżej wspominał – szło się do znajomych – rodzice się gościli, a ja przy kompie. Zatem, albo mama wspominała znajomym, żeby mi coś dali, albo sami w geście wdzięczności dawali mi 10-50zł, bądź jakieś słodycze jak mieli akurat (czekolada, bombonierka itp.). Ewentualnie pytali ile chcę, to też tam w zależności od poświęconego czasu i trudności wykonania brałem 20-50zł. Mógłbym więcej, ale byłem świadom tego, że nie jest to zarejestrowana działalność, a poza tym, jak się weźmie mniej, to jest szansa, że taki “klient” wróci. Bywało też, że często się coś robiło za darmo, ale nie było to dla mnie problemem. Jak już wcześniej wspominałem – nadal zajmuję się komputerami, można by wręcz powiedzieć, że to moje życie, gdyż poświęciłem temu tak wiele czasu, że praktycznie nie umiem nic innego i jakbym miał się przekwalifikować, to byłoby mi ciężko, choć z drugiej strony umiejętność obsługi komputera przyda się w każdej dziedzinie. Obecnie studiuję informatykę, bo… miałem taką możliwość i brak pomysłu na jakikolwiek inny kierunek, technikum zresztą też było o profilu informatycznym. Jednak najbardziej z tego wszystkiego interesuje mnie to, co było w technikum i wcześniej, bo to wszystko umiałem z własnego doświadczenia (w technikum się za wiele nie uczyłem, a z przedmiotów zawodowych i tak zawsze byłem w trójce najlepszych). Natomiast to, co jest na studiach już mnie nie interesuje za bardzo i w sumie te studia są trochę na siłę, no ale ponoć papier może mi się kiedyś przydać, albo po prostu jego brak nie będzie dla mnie przeszkodą. Obecnie większość modernizacji wykonuję dla rodziny i dla siebie, bo większość znajomych sobie już jakoś radzi, ale jak mają jakieś problemy ze sprzętem, bądź potrzebują porady przy wyborze sprzętu, to służę pomocą. Poza tym wciąż zdarzają się osoby, które nie potrafią sobie zreinstalować systemu, albo po prostu nie mają na to czasu, lub im się zwyczajnie nie chce i wolą zapłacić tych parę złotych, by ktoś ich wyręczył. Rozumiem ich, bo też czasem wolę zapłacić, żeby mi ktoś wyregulował biegi lub hamulce w rowerze, niż żebym sam to sobie zrobił, pomimo iż wiem jak się to robi i jeżdżę na rowerze od daawna.

Odpowiedz
bartek

@Sylwester mieszkasz z rodzicami, nie pracujesz, nie musisz nikogo utrzymywać, robisz jako tania siła robocza z wiedzą, za która normalnie trzeba by było znacznie więcej zapłacić i jeszcze się cieszysz z tego :), gratuluję i jednocześnie współczuję podejścia.

Odpowiedz
wojt223

Moim zdaniem idea jest prosta. Chcesz naprawić komputer? Wybierz się do firmy, która się tym zajmuje. Tyczy się to także (i szczególnie) członków rodziny i znajomych! I o ile zycie jest piękniejsze… 🙂

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *